Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zwiedzanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 września 2017

Kabuki, czyli tradycyjny teatr japoński z epoki Edo... To tylko brzmi tak poważnie!

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu. Polska okazała się równie wielkim szokiem kulturowym po roku jak Japonia. Jednak powoli wracam do pionu i mam nadzieję, że uda mi się pisać częściej. Tym razem dokończony wpis z grudnia. Jednocześnie proszę wsyztkie osoby, które kontaktowały się ze mną przez Facebook, aby napisały mi wiadomości na blogu lub maila, bo zwyczajnie nie jestem w stanie zalogować się na Fb (problemy ze sprzętem, który nadaje się jedynie do wymiany ^^;). Przepraszam, że nie odpisywałam, ale obecnie nie jestem w stanie.

Pozdrawiam, 
MononokeGirl




Co to jest kabuki?

Izumo Okuni, Kioto. Posąg z 2008 r,
postawiony na 400letnią rocznicę
powstania kabuki.
Dawno, dawno temu na małej wyspie za siedmioma morzami, za siedmioma górami… Kapłanka shinto – Izumo Okuni – niedługo po bitwie pod Sekigaharą, która wstrząsnęła krajem, przybyła do Kioto razem ze swoją trupą z Izumo Taisha z Shimane. W 1603 r. zaprezentowała mieszkańcom stolicy swój Kabuki Odori niedaleko rzeki Kamogawa przy Aleji Shijou. Niezwykła tancerka ubrana w chłopięcy strój zdobyła szybko ogromną popularność, występując na scenie teatru noh w świątyni Kitano Tenmangu. 

Występ ten można uznać za pierwsze w historii przedstawienie kabuki.

Mijał czas. Kabuki ewoluowało z onna kabuki, które miało źródło w tańcach sarugaku*  i farsach typu kyougen. Udział kobiet w przedstawieniach został uznany za gorszący i w wyniku, czego – zakazany. Kobiety zastąpiono młodymi chłopcami, ale to też okazało się niedoskonałym rozwiązaniem i w końcu zniesione. Na scenie pozostali sami mężczyźni, a zatem ich występy musiały zmienić swój charakter. Zmniejszyła się rola tańca. W swoich początkach kabuki rywalizowało z teatrem lalkowym bunraku, z którego zapożyczyło m.in. tekst dramatyczny, czy akompaniament shamisenu. Aby ten wyścig wygrać do użycia weszły zapadnie, wyciągi oraz scena obrotowa.


W ten sposób powstał teatr kabuki znany wspołcześnie.

Nie wiem jak macie Wy, ale w mojej głowie powstał pewien łańcuszek myślowy. Kabuki = tradycyjny, japoński teatr. Tradycyjny teatr = nuda. To co można wyczytać z przewodników też nie zachęca do dalszego zagłębiania się w temat. Trudny; napisany starym językiem, którego nawet Japończycy nie są w stanie zrozumieć; przesiąknięty symboliką... Bla, bla, bla… Nawet największego pasjonata mogłoby to zrazić, bo po co oglądać coś czego się nie zrozumie, prawda? 

Tu mogłabym polecić kabuki zwłaszcza studentom UW - ten starożytny japoński, którego się uczycie na 1 roku wreszcie się na coś przyda! (może brzmi to prześmiewczo, ale po pierwszym seansie, gdy rozmawiałam z przyjaciółką, która świetnie mówi po japońsku, ale mało co zrozumiała, a ja nie miałam z tym problemów - dotarło do mnie, że właśnie na tym polega różnica pomiędzy nami; ona ma język współczesny opanowany, a ja naleciałości z klasycznej japońszczyzny z UW >.<)

Czemu kabuki?

Mój pogląd zrewidował się troszkę podczas studiów na UW. Wertując sobie książkę "Literatura japońska" prof. Melanowicza, natrafiałam na historie kabuki i niektóre brzmiały dość interesująco. Kolejną zachętę stanowił krótki filmik puszczony na którychś zajęciach (jednak nie jestem pewna czyich niestety :( ), gdzie pokazano wejście aktora kabuki na hanamichi, jego charakterystyczne pozy, bardzo entuzjastyczną reakcję widowni. Wyglądało to na tyle zabawnie, że od razu wywoływało uśmiech. Później nastąpiła scena walki, o której powiedzieć widowiskowa to mało. Aktorzy i akrobaci w jednym? Walczący w powietrzu, skacząc na linkach? Dla mnie bomba. Chciałam to zobaczyć w całości i zrozumieć historię! Niestety nie zapisałam sobie wtedy nazwiska aktora, który zrobił na mnie takie wrażenie, ani tytułu sztuki.

Kolejne, chociaż niebezpośrednie spotkanie z historią rodem z kabuki przeżyłam przy oglądaniu anime "Ayakashi: Japanese Classic Horror", gdyż dwie z historii są właśnie ekranizacjami scenariuszy teatralnych. I "Ayakashi", i rozwinięcie tego anime, czyli "Mononoke" bardzo mi się podobało i to ostatecznie przekonało mnie, żeby pójść na spektakl, gdy tylko będę miała okazję.

Swój pierwszy raz przeżyłam ze sztuką "Senbonzakura: kitsune no Tadanobu", która była nieco ciężka w odbiorze, bo oparta na starej sztuce kabuki z uwzględnieniem wielu historycznych postaci. Jednak mimo to bardzo miło wspominam oglądanie jej, bo była bardzo widowiskowa. Jednak to obejrzana w te święta sztuka "Arashi no yoru ni" natchnęła mnie do napisania tego posta i to o niej chcę Wam troszkę opowiedzieć :)


Koziołek Mei
Wilk Gabu

Pewnej burzowej nocy
Tuż po spektaklu naszła mnie refleksja, że właśnie tą sztukę polecałabym każdemu obcokrajowcowi, jako pierwszą do zobaczenia. Scenariusz został napisany na podstawie wydanej w 1994 r. obrazkowej książeczki (z pozoru) dla dzieci pt. "Pewnej burzowej nocy" (嵐の夜に), której autorami są pisarz Yuichi Kimura oraz rysownik Hiroshi Abe. Sztuka trafiła na deski teatrów po raz pierwszy w 2015 r., czyli jest prawdziwą świeżynką. Odzwierciedla się to nie tylko w znacznie łatwiejszym, bardziej współczesnym języku, ale również w wielu nawiązaniach do kultury zachodniej! Tak, że osoby, które nie są znawcami kabuki czy klasycznej japończyzny powinny dać radę zrozumieć większość fabuły, czy nawet pośmiać się w odpowiednim momencie :) 

O czym opowiada historia? Jest to opowieść o zwierzątkach, która mi nieco kojarzyła się z "Królem Lwem", bo została dedykowana najmłodszym odbiorcom, ale fabuła wcale nie jest dziecinna. 

Wątkiem głównym jest przyjaźń wilka Gabu i koziołka Mei, którzy poznają się w nietypowych okolicznościach. Otóż Gabu wrócił do rodzinnej doliny po latach nieobecności i akurat zastała go burza, więc schronił się w opuszczonej szopie. Chatka okazała się mieć lokatora - Mei - któru również potrzebował schronienia przed deszczem. Było ciemno, a Gabu miał katar, więc nie rozpoznał w towarzyszu koziołka. Obaj rozpoczęli rozmowę i poszuli pokrewieństwo dusz. Obiecali sobie, że następnego dnia się spotkają, a ich hasłem wywoławczym zostało "pewnej burzowej nocy". Ogromne było zdziwienie Gabu, gdy okazało się, że zaprzyjaźnił się w nocy z potencjalnym obiadem. Nie mniejsze było przerażenie Mei. Jednak dla chcącego nic trudnego i po pokonaniu pierwszej niezręczności (zresztą zabawna i urocza to scena) okazuje się, że ich odmienność wcale im nie przeszkadza.

Wątkiem pobocznym oprócz oczywistej dominacji grupy wilków (wilki zachowują się i wyglądają nieco jak gang) nad wioską (dokładnie tak to jest określone po japońsku) koziołków jest natomiast walka o władze w obozie wilków. Stary lider wilków, czyli ojciec Gabu, zostaje zamordowany przez Gariego w współudziale Bariego, a potem morderca oskarża o zabójstwo swojego rywala - Gaia.

Wątki ładnie się splatają, dając widowisko pełene śpiewów, a także akrobatycznych tańców i walk. Stroje używane przez całą obsadę są olśniewające. I ich symbolika nie ma tajemnic przed widzem, który może wykupić sobie automatyczny tłumacz (np. fryzura Mei sygnalizuje łagodnego "amanta", a makijaż Gabu na zły charakter). Oczywiście gra muzyka na żywo - shamiseny, flety. Sceneria zmienia się w zależności od potrzeb. Raz jest to chatka ukryta pośród obłoków sztucznej chmury, raz wioska koziołków, raz skalne urwisko podczas zamieci, która sypie na widownię śnieżnym konfetti. Japończycy nie szczędzą efektów specjalnych, więc pomimo długości spektaklu od początku do końca oglądałam go z przyjemnością.
Maskotki Gabu i Mei <3


Ceny biletów
wahają się od ok. 1 000 yen (35 zł) do ponad 10 000 yen (356 zł)

Miejsca, gdzie można obejrzeć kabuki:
Kabukiza w Tokio (cały rok, niemal codziennie po kilka spektakli)
Minamiza w Kioto (tylko grudzień, ale za to można zobaczyć wybór najlepszych sztuk z całego roku)

Bibliografia:

"Historia literatury japońskiej" Mikołaj Melanowicz, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2011

środa, 14 września 2016

ポーランドのユダヤ人の歴史の博物館

昔、博物館の所はユダヤ人の地区が中央だ。そこにもJudenratの建物があった。博物館でポーランド人とユダヤ人が一緒に暮らした千年間の歴史について習えてもらう。ナチスはワルシャワ・ゲットーの蜂起を抑えて、そこでGęsiówka(日:ゲンシュフカ)と言う強制収容所を作った。だからそこに今、博物館がある。
壁にある穴はイスラエル人がエジプトから紅海に道で逃げたシンボルだ。

フィンランド人の建築家は建物を計画した。グラスの壁にラテン語とヘブライ語で「ポリン」がある。それは博物館の名前でも、ヘブライ語で「ポーランド」だ。「ポーランド」の意味でも、「ここに休める」の意味もある。昔、ヨーロッパで戦争が多かって、宗教戦争もあった。だからポーランドの言葉はユダヤ人に縁起が良い言葉だった。昔、ポーランドには宗教が色々で多かった。寛容な人だった。だからポーランドはユダヤ人に暮らしていい国だった。ユダヤ人の人口は16代に世界にポーランドが80パーセントあった。

博物館のインタネットページだ。残念でも英語だけだ。


czwartek, 8 września 2016

Gion Matsuri (祇園祭り) część 2 - paradne wozy na Sakimatsuri 1/2

Poprzednim razem pisząc o Gion Matsuri - festiwalu poświęconym szintoistycznemu bogu Susanoo i obchodzonym w Yasaka Jinja w Kioto, opisałam początki, a także współczesny wygląd obchodów. Wspominałam też o tym, że każda z paradnych platform wykorzystywanych 17 i 24 lipca ma własną nazwę oraz historię, którą opowiada. Według mnie są one bardzo ciekawe, więc dzisiejszy artykuł poświęcę właśnie opisaniu ich.

Zacznijmy od 23 wozów, które uczestniczą w Sakimatsuri Yamahoko-Junkou (前祭山鉾巡行).



1. NAGINATA HOKO (長刀鉾)


wieczór przed procesją - wozy stoją na ulicach, gdzie można je podziwiać i nawet wsiąść do niektórych, na tych większych siedzą muzycy, grający tradycyjną muzykę
Nazwę tej platformy można przetłumaczyć, jako "platforma typu włócznia z długą włócznią naginata" i jak można się domyślić - wzięła się od tego, że do dachu jest przytwierdzona długa włócznia. Ze względu na swój imponujący wygląd jest jedną z najbardziej znanych. Naginata na wozie została wykonana przez sławnego kowala Sanjou Kokajiego Munechikę (三条 小鍛冶 宗近) żyjącego w starożytnym okresie Heian, a którego miecze nosili najsławniejsi przywódcy Japonii (klan Ashikaga, Toyotomi, Tokugawa). Na podstawie jednej z legend krążących o nim powstała nawet sztuka Noh. Niektórzy wieżą, że starożytna naginata z tej platformy ma mistyczne i leczące właściwości.

Jest to jedyna platforma, która nie uczestniczy w Kujitori-Shiki (くじ取式), czyli losowaniu kolejności przejazdu wozów, bo tradycyjnie zawsze rusza, jako pierwsza. Jest też jedyną, na której podczas parady jedzie prawdziwe chigo (稚児), czyli dziecko-symbol festiwalu.
NAGINATA HOKO w całej swojej długiej okazałości


NAGINATA HOKO podczas parady z jadącym chigo - strojnie ubranym dzieckiem z białą twarzyczką, złotych szatach i stroikiem z feniksem na głowie. Po prawo i lewo od niego stoją dwaj chłopcy - kamuro - czyli służący chigo.

2. ARARETENJIN YAMA (霰天神山)
Na przedzie platformy możemy oglądać gobelin przedstawiający greckie nimfy.
Jeden z mniejszych wozów, wygląda jak mały chram. Jego nazwę można przetłumaczyć, jako "platformę boga piorunów/ nieba i gradu, bądź Tenjin od gradu" (chociaż jest to bardzo wolne tłumaczenie). 

Tenjin jest jednym z najbardziej znanych bogów Japonii, które postać niektórzy znają np. z anime Noragami. Bóstwo to jest deifikowaną postacią Michizane Sugawary - poety z dworu Heian. I chociaż jego boskie imię ma znaczenie podobne do Raijina, czyli bóstwo nieba/piorunów to Tenjin patronuje jednak nauce, kaligrafii i poezji. Drzewem poświęconym mu są śliwy, a jego świętym zwierzęciem jest wół.

Nazwa Araretenjin wzięła się stąd, że na początku XVI wieku Kioto nawiedził ogromny pożar, który niemal całkowicie strawił miasto. Jednakże niespodziewanie z nieba spadł grad, który powstrzymał ogień. Wśród gradowych kul została odnaleziona figura Buddy, która została poświęcona i teraz zamieszkuje ten wóz, jako cenny strażnik kiotyjskiej społeczności.

Wóz cudem przetrwał pożary 1788 r. i 1864 r., dlatego amulety, które są sprzedawane przy stoisku z tą platformą chronią przed pożarami i błyskawicami. 


Za platformą podąża skrzynia ze skarbami. Oczywiście jest oznaczona symbolem Tenjina - kwiatem śliwy.


3. HAKURAKUTEN YAMA (白楽天山)

Nazwa tej platformy odnosi się do imienia chińskiego poety żyjącego za czasów dynastii Tang. Scena na niej ukazana ukazuje owego Hakurakutena (772-846 r., chiń. Ch'an) podczas rozmowy z mistrzem zen o imieniu Dorin (741-824 r., chiń. Daolin). 

Dorin słynął z ekscentryzmu tak charakterystycznego dla zen. Jednym z jego specyficznych zwyczajów było siadywanie na sośnie, co widać na platformie (mnich w fioletowym stroju). Trzyma on też buddyjski różaniec oraz miotełkę z końskiego włosia. Tymczasem Hakurakuten był płodnym poetą, który oprócz z napisania wielu utworów, słynął także ze swoich kontaktów towarzyskich i świadomości społecznej. W starożytnych Chinach poeci na równi parali się nie tylko pisaniem wierszy, lecz również filozofią. Dlatego dwaj panowie spotkawszy się, rozmawiali o podstawach wiary buddyjskiej.

-Jaka jest podstawa wiary buddyjskiej? -zapytał poeta Dorina.
-Nie popełniać zła i spełniać dobre uczynki! -odparł pewnie mnich.
-To wie, nawet trzyletnie dziecko! -obruszył się Hakurakuten, który spodziewał się poważniejszej odpowiedzi.
-Każde trzyletnie dziecko wie, ale nawet osiemdziesięcioletni starzec nie potrafi tego dokonać -odparł Dorin, a Hakurakuten zaakceptował mądrość płynącą z tej odpowiedzi, ukłonił się i odszedł.

Platformę tą udało się uratować i przywrócić do świetności po pożarach w 1788 r. i 1864 r., co ukazuje determinację wspólnoty chounai, która się nią opiekuje (wiele platform nie zostało odrestaurowanych).


4. ASHIKARI YAMA (芦刈山)
Piękny gobelin z lwem na przedzie wozu prawdopodobnie przywędrował do Japonii z zachodu Jedwabnym Szlakiem.
Jest to mała platforma poświęcona utworowi o tytule "Ashikari", stąd też nazwa wozu. Sztuka ta została napisana przez sławnego dramatopisarza teatru Noh Zeamiego tworzącego w XIV-XV w. Podobno sam Zeami uczestniczył w kiotyjskim Gion Matsuri, a jego sztuka była wystawiana na platformie, jak na scenie zanim aktorów zastąpiono poświęconymi figurami.

Sztuka ta opowiada historię małżeństwa, które musiało się rozstać. Ona poszła szukać zatrudnienia w pałacu cesarskim w Kioto, on znalazł niedochodową pracę w Osace przy produkcji mat i rolet z nadrzecznych trzcin. Scena uwieczniona na platformie ukazuje go w czasie ścinania trzcin, gdy po trzech latach rozłąki zostaje odnaleziony przez stęsknioną żonę. Jest w niej radość z ponownego zjednoczenia, ale też smutek, bo mężczyźnie nie powodzi się najlepiej. Jednak koniec historii jest szczęśliwy, gdyż razem wracają do Kioto.

Na platformie możemy zobaczyć miniaturową bramę torii, sosnę, a także trzciny odnoszące się do historii. Figurę "męża" chroni piękny, czerwony parasol. Sama rzeźba jest o tyle ciekawa, że jej oryginalna głowa została najprawdopodobniej wykonana przez przedstawiciela szkoły Kei rzeźbiarstwa buddystycznego o imieniu Ko-un i powstała ok. 1537 roku. Strój, jaki nosi jest też najstarszym kimonem wykorzystywanym podczas festiwalu i pochodzi z XVI w. Obydwie rzeczy zastąpiono replikami ze względu na ich status Ważnego Narodowego Dziedzictwa, ale można czasami zobaczyć i oryginały. 

5. KANKO HOKO (函谷鉾)
Platforma ozdobiona wieczorem przez latarnie


Wygląda równie imponująco, co przy Naginata Hoko.
Kształty na "włóczni" ukazują księżyc i góry i
symbolizują ciemność w górach.
Kanko Hoko tradycyjnie jest drugą z hoko, które pojawiają się na paradzie. Pomiędzy nią a Naginata Hoko jednak mogą przejeżdżać platformy yama. Opiekunowie tej platformy wykazują się znacznie dalej idącą tolerancją, niż ci troszczący się o Naginata Hoko. Wiąże się to m.in z dopuszczeniem uczestnictwa kobiet, które dbają o Kanko Hoko już od dwóch dziesięcioleci (wcześniej zakazane to było, aż przez 300 lat).

Nazwa tej platformy znowu przenosi nas do starożytnych Chin, a dokładniej do strażnicy na Wielkim Murze nazywanej po chińsku przełęczą Hangu (chiń. 函谷關). Jak widać są te te same znaki, jak w nazwie wozu, ale mają one japońskie czytanie. Miejsce to sławne było ze względu na swoje położenie oraz niebanalne historie, które rozgrywały się w jego murach. Jedną z najbardziej znanych jest opowieść o Laozi, który podróżował przez przełęcz i zatrzymawszy się w Hangu spisał swoje przemyślenia w Księdze Drogi i Cnoty, która stała się podstawą taoizmu.

Jednak Japończycy odnoszą powstanie Kanko Hoko do innego zdarzenia, a dokładniej do osoby sławnego, chińskiego polityka Moshokuna (孟嘗君, po chiń. Meng Chang), który żył w III w. p. n . e. Był on lordem prowincji Qui oraz Wei, a także jednym z czterech współzawodniczących przywódców podczas wojny domowej. Pewnego razu podczas sytuacji życia i śmierci musiał przejść przez fort w Hungu. Jako, że był człowiekiem, który doceniał nawet nietypowe talenty ludzi, kiedyś przygarnął pod swoją opiekę człowieka, który idealnie naśladował głos piejącego koguta. Dzięki tej zdolności udało się zmylić straże, które miały otworzyć wrota o świcie (anonsowanym przecież kogucim pianiem) i w nocy umknąć tamtędy, wydostając się na wolność. Dlatego nie tylko figura Moshokuna, ale też para kury i koguta są czczone na tym wozie.

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że mamy do czynienia z kolejnym chigo, ale po dokładniejszym przyjrzeniu się - okazuje się, że figurka w strojnych szatach to jednak lalka. Na przedzie tej hoko znowu mamy europejski gobelin.
6. MOSO YAMA (孟宗山)
Uczony Moso w tradycyjnym chińskim kostiumie, trzymający pędy bambusa i oprószony śniegiem.
Znana również pod nazwą Takenoko Yama (筍山), czyli "platforma młodych pędów bambusa". Obydwie nazwy odnoszą się do chińskiej legendy o sławnym uczonym o imieniu Moso (jap. 孟宗, chiń. Meng Zhong), który żył ok. III w.p.n.e. Kiedy jego matka zapadła na zdrowiu, postanowił trochę ulżyć jej w cierpieniu i przygotować jej ulubione danie z pędów bambusa. Był to środek zimy, więc było to zadanie z góry skazane na niepowodzenie, jednak Moso uparcie brnął przez śnieg. Podczas tych wyczerpujących poszukiwań upadł na ziemię. Zrezygnowany zapłakał nad losem swoim i matki, która najwyraźniej była umierająca, a on nie mógł spełnić jej ostatniego życzenia. Wtedy też w cudowny sposób, gdy łzy jego spadły na ziemię, odnalazł upragnione pędy. Uradowany ugotował z nich ulubioną potrawę rodzicielki, a ona w magiczny sposób ją uzdrowiła. Morał oczywiście jest taki, że szczęśliwe zakończenie było możliwe dzięki zaangażowaniu i oddaniu Moso.

Jest to kolejna platforma, która ukazuje wpływ, jaki miał konfucjanizm na japońskie społeczeństwo.


Kolejny międzynarodowy element - tym razem wielbłądy podczas przemierzania pustyni.
7. SHIJOKASA HOKO (四条傘鉾)
Dzieci tańczące i grające na instrumentach przed Shijoukasa Hoko.

Nazwa tej platformy odnosi się do miejsca, skąd pochodzi, czyli Czwartej Aleji (jap. 四条shijou), a w całości "parasol z Czwartej Aleji". Niektórzy badacze uznają, że to była jedna z form w trakcie ewolucji platform, która pochodzi z okresu Muromachi (1337-1573 r.) Według tych samych badaczy wszystkie wozy prawdopodobnie zaczynały, jako święte włócznie i zmieniały się z czasem, zyskując nowe elementy, aż osiągnęły współczesną, bardzo bogatą postać.

Shijoukasa Hoko, którą możemy podziwiać pochodzi z XV w., lecz została odnowiona w 1985 r. Powróciła do festiwalowego repertuaru po 117 latach nieobecności. Jej historia jest dość tajemnicza. W 1872 r. zaginęła, a w żadnych dokumentach nie pojawia się wyjaśnienie, dlaczego. W 1864 r. wielki pożar zniszczył dużą część platform, ale nie wiadomo, co się działo z nią w tamtym czasie. W 1975 r. chotai opiekujący się tą platformą postanowili przywrócić ją do festiwalu i po wielu latach szukania, zbierania funduszy itd. w końcu się udało i możemy oglądać ją w tradycyjnym kształcie. Ma wygląd japońskiego parasola ozdobionego świętym papierem i sosnowym drzewkiem. Jest zbyt mała, by ktokolwiek na niej jechał, więc uczestnicy parady w kostiumach defilują, idąc po jej bokach. 

Najciekawszym elementem Shijoukasa Hoko jest uczestnictwo dzieci. Dwaj chłopcy ubrani w jasnoniebieskie stroje i "niedźwiedzie peruki" dzierżąc kije, wykonują taniec bō shibari. Tańczą w takt oryginalnej muzyki wykonywanej prze sześciu innych chłopców na różnych instrumentach perkusyjnych, np. małych bębenkach. 

8. KAKKYO YAMA (郭臣山)



Kolejna historia z konfucjańskimi korzeniami. Tym razem uczy ona szacunku do osób starszych -podstawowej wartości w konfucjanizmie, bowiem starszyzna (tak, Wasi rodzice, dziadkowie i babcie) to osoby, które noszą w sobie doświadczenie i mądrość dekad. Przymioty, które my też nabędziemy z wiekiem, ale z tego względu, że oni je już mają, a my nie - należą im się szczególne względy.

Kakkyou (chiń. Guo Ju ) był biednym Chińczykiem, którego rodzina cierpiała głód (to ten w granacie - Was też dziwi, dlaczego głodujący biedak wygląda tak bogato? :P). Zdesperowany postanowił poświęcić własnego synka, aby zapewnić więcej jedzenia starszej matce. Kopiąc grób dla dziecka, znalazł garniec ze złotem - nagrodę za poświęcenie, którego chciał dokonać (bardzo pouczające =.=). Scena z platformy ukazuje szczęśliwe zakończenie, gdy ojciec i syn mogą się ponownie spotkać i żyć razem.

Ciekawe jest to, że do naszych czasów w Chinach istnieje grób Kakkyou, do którego Chińczycy odbywają pielgrzymki. Jest ona częścią Świątyni Obowiązkowego Syna w Yiwu w Chinach (co zabawne - jest to miasto partnerskie polskiego Jaworzna ^.^)

Najstarsze ozdoby na tej platformie pochodzą z XVII-XVIII w. i można je poznać po wypłowiałych, zbrązowiałych kolorach. Jest też jedyna platforma posiadająca dach.

9. TSUKI HOKO (月鉾)


Kolejna platforma, na której zamiast chigo jedzie lalka.
Nazwa "księżycowa platforma" odnosi się do małego sierpa księżyca na szczycie włóczni, a wóz poświęcony jest japońskiemu bóstwu księżyca Tsukiyomi no Mikoto. Jest to jedno z trójki rodzeństwa i brat Susanoo - głównego bóstwa opiekuńczego całego festiwalu. Można zauważyć, że japońska mitologia staje w opozycji do europejskiej, gdyż w mitach greków i rzymian to księżycowi patronuje bóstwo żeńskie, a słońcu męskie. W Japonii władczynią słońca, a jednocześnie Wysokiej Równiny Niebios jest Amaterasu Ookami.

Tsukiyomi no Mikoto jest bóstwem księżyca, ale też ma związki z wodą - co zapewne tłumaczy różne wodne motywy dekoracyjne na platformie. W środku wozu w sosnowym drewnie jest figura bóstwa.

Na szczęście święty wóz przetrwał wszelkie pożary wstrząsające Kioto, m.in ten z 1864 r., gdy zostały zniszczone np. Ayagasa Hoko, czy Ofune Hoko. Jest też jednym z najstarszych, biorących udział w paradzie i posiada ogromną kolekcję skarbów.

Na szczególną uwagę zasługuje pięknie malowany sufit we wnętrzu platformy, który wykonał osiemnastowieczny artysta Okyo Maruyama (1733-1795 r.). Są to rośliny i kwiaty, a także wachlarze ze scenami z starożytnej opowieści o księciu Promienistym (Genji Monogatari). Oprócz tego wóz ozdobiony jest cennymi dywanami z Indii i Turcji. W miejscu ekspozycyjnym Tsuki Hoko można zobaczyć jeden z najcenniejszych skarbów - perski dywan z Lahore pochodzący z XVII w. 

Gdy w kręgu kultury zachodniej wierzy się, że na księżycu mieszkają starzy ludzie, albo jest on zrobiony z sera - tak dla Japończyków księżyc zamieszkują białe króliki. Dlatego możemy podziwiać śliczne rzeźby królików przy szczytach dachowych wykonane przez siedemnastowiecznego artystę Hidariego Jingoro.

10. TORO YAMA (蟷螂山)
Tourou Yama nazywana wcześniej też Kamakiri Yamą (modlącą się modliszką) - obydwie nazwy odnoszą się do mechanicznej rzeźby modliszki stojącej na dachu. Czemu modliszka? Starożytne chińskie przysłowie sławi odwagę modliszek i mówi, że "nawet jeśli modliszka nie jest w stanie zatrzymać wozu zaprzężonego w woły - to mimo to jest wystarczająco dzielna, by przynajmniej spróbować".

Ten azjatycki symbol odwagi i waleczności odnosi się do  czternastowiecznego, kiotyjskiego dostojnika Shijou Takasuke (四条 隆資). Pan Shijou trochę przeliczył się ze swoją siłą i na swojego rywala wybrał późniejszego shoguna - Ashikagę Yoshiakirę (足利義詮). Oczywiście nie skończyło się to dla niego dobrze. Na 25 lat po jego śmierci (1367 r.) jego rodzina, która zamieszkiwała przy Czwartej Aleji w Kioto - sprezentowała festiwalowi tą oto platformę, która była trochę jak policzek wymierzony ówczesnym władzom. Zatem nie tylko sam Takasuke mógł pochwalić się odwagą godną modliszki.


Niestety oryginalny wóz został zniszczony przez pożar w 1864 r., rekonstrukcja przywrócona została w 1981 r. Na nasze szczęście oryginalna modliszka i wóz zaprzęgany w woły przetrwał i został odrestaurowany. Mechanizm poruszający rzeźbą został naprawiony i ten cud sprzed wieków może cieszyć Nas i teraz. Tamaya Shōbei IX jest jedynym żyjącym Mistrzem Marionetek Karakuri i rokrocznie przyjeżdża do Kioto z Nagoyi, aby zająć się poruszaniem modliszką.

11. ABURATENJIN YAMA (油天神山)
Nazwa tej platformy odnosi się do bóstwa w niej czczonego, czyli już raz omawianego Tenjina (staruszek jest bardzo popularny ;), a także miejsca przechowywania wozu, czyli ulicy Aburanokoji. 

Jak widać jej wygląd jest dość skromny - dwie bramy torii, mała światynka, a także drzewo sosny i śliwy.

Mały posążek portretujący Sugawarę Michizanego znajdujący się w środku chramu należał do rodziny dostojników żyjącej w okolicy w czasach Heian (794-1185 r.) A ta informacja sugeruje, że Tenjin jest czczony tam już przez ponad tysiąc lat.

Zazwyczaj członkowie chounai decydują się na zamówienie replik posiadanych skarbów, aby wykorzystać je do ozdabiania platformy. Tymczasem chounai opiekujący się Aburatenjin Yamą postanowili zamówić gobeliny inspirowane "Damą z jednorożcem" z Cluny. Jak tłumaczą "tradycja Gion Matsuri polega na tym, aby zbierać i dzielić się tym, co jest najlepsze na świecie".

12. URADE YAMA (占出山)
Cesarzowa Jinguu podczas odprawiania wróżb

Nazwę tej platformy możemy przetłumaczyć, jako "wróż i idź" od słów wróżba "占い - uranai" i idź/wyjdź "出る - deru". Skąd takie miano?

Otóż na wozie przedstawiona jest scena, w której bierze udział cesarzowa-szamanka Jingū. Żyła ona w III w. i jest postacią na poły legendarną. A już jej historia ma bardzo wiele wspólnego z niesamowitą baśnią. Swoje władanie zaczęła w 201 r., przyjmując nowe imię (神功皇后 Jingū-kōgō - wcześniej prawdopodobnie nazywała się Okinagatarashi-hime 息長帯比売). Widzimy, jak łowi ryby, prosząc bogów o proroctwo. Przez liczbę ryb, które miała złowić mogła dowiedzieć się, czy jej podróż do królestwa Silla (obecnie jest to część Korei) miała zakończyć się sukcesem czy porażką. Wedle starożytnej japońskiej kroniki podobno cesarzowej z bogami u jej boku udało się podbić zamorskie królestwo bez walki i po trzech latach powróciła da kraju, przywożąc bogatą daninę. 
Z jej historią powiązane są też dwie inne platformy - Fune Hoko i Oofune Hoko, pokazujące jej morską podróż do i z Silla. Co najciekawsze - według kronikarza przed podróżą zaszła w ciążę z poprzednim cesarzem, który niedługo potem zmarł, a dziecko urodziła dopiero po powrocie... Był to zdrowy chłopiec, który potem został cesarzem Ojinem deifikowanym, jako bóstwo Hachiman.

Z tego też powodu sama Jingū postrzegana jest, jako opiekunka kobiet w ciąży i porodów, a specjalne amulety w tej intencji można zakupić na stoisku przy skrzyżowniu ulic Karasuma oraz Nishiki Koji. Przez stulecia arystokratki, które zostały pobłogosławione bezproblemowym porodem i zdrowymi noworodkami w podzięce oddawały boskiej cesarzowej swoje cenne kimona. Wiele z nich można zobaczyć w punkcie przy platformie.


Jako, że miałam pecha i nie uczestniczyłam w paradzie - wiele zdjęć jest zaczerpniętych z internetu. Informacje czerpałam głównie z przewodnika po Gion Matsuri, który darmowo dostałam w punkcie informacji turystycznej. Ale ze względu na to, że o samych platformach było tam niewiele ciekawostek - posiłkowałam się stronami takimi jak:
https://en.wikipedia.org
http://gionfestival.org (bardzo dokładny opis całego festiwalu)
http://en.gigazine.net/news/20090717_gion_yamaboko01/ (bardzo dużo zdjęć z parady)
https://www.kyokanko.or.jp/gion/ichiran.html (strona po japońsku)

Jako, że w czasie szukania informacji ten artykuł bardzo się rozrósł to czeka nas jeszcze jedna część o wozach na Sakimatsuri, a takze część 3 o wozach na Atomatsuri :) Poprzedni artykuł możecie znaleźć tutaj: "Gion Matsuri (祇園祭り) część 1".

środa, 24 sierpnia 2016

Jak zostać maiko (choć na chwilę)?

Gejsze to, oprócz samurajów, jeden z najbardziej rozpoznawalnych znaków Japonii. Każdy je kojarzy - jedni mniej, inni bardziej. Są przede wszystkim symbolem Kioto, gdzie do tej pory jeśli ma się ogromne szczęście to można spotkać je przechadzające się po wąskich uliczkach dzielnicy Gion. Chyba większość japonofilek i japonofili chciałoby mieć możliwość spotkania z "prawdziwą gejszą", co jest rozrywką dość drogą. Innym marzeniem, zwłaszcza damskiej części, może być chęć wcielenia się w takową sztukmistrzynię (wolne tłumaczenie słowa geisha 芸者, czyli 芸 sztuka i 者 osoba). I właśnie o tym chciałbym dzisiaj napisać.

Będąc w Kioto odwiedziłam bowiem studio fotograficzne, które wśród swoich usług miało możliwość pozowania w strojach oiran (花魁), maiko (舞子), czy gejszy (芸者). Jako, że charakterystyka poszczególnych trzech grup artystek zabrałaby za dużo czasu to skupię się przede wszystkim na różnicy w stroju (odnośniki do artykułów z wiki na dole).
Udało mi się znaleźć w internecie idealny obraz ukazujący owe różnice.

 Oiran
Jak widać strój oiran jest najbardziej barwnym i ozdobnym. Z tego powodu o nich mówi się jak o kolorowych kwiatach, a o gejszach jak o skromnych wierzbach. Kimono oiran może się składać z kilku, bądź kilkunastu warstw, a jego wzory były bogate w wyszukane ornamenty. Wiązały pas obi z przodu, co miało pomóc im w szybkim zdejmowaniu i zakładaniu stroju. Poza tym nosiły buty na znacznie wyższym koturnie, nawet od maiko. Ich fryzura też przyćmiewa ozdobnością, nawet maiko. We włosy mają wpiętych osiem albo więcej szpil i grzebieni. Twarz podobnie jak maiko i gejsze mają pobielone, ale czerwienią malują tylko dolną wargę.



Maiko


Kimono maiko również ma piękne wzory, ale nie nosi ona aż tylu warst, co oiran. Pas obi ma związany z tyłu tak, aby jego koniec swobodnie zwisał, niczym ogon egzotycznego ptaka. Włosy są kunsztownie związane i ozdobione spinkami w kształcie m.in. kwiatów. Buty są na wysokim koturnie, bardzo utrudniają ruch. Twarz jest pobielona, a usta pomalowane na czerwono.


Gejsza



I gejsze! Kiedy przeciętny zjadacz chleba o nich myśli to w wyobraźni widzi jednak obraz maiko, a to jest jednak różnica. Stój gejszy jest najskromniejszym z całej trójki. Ich kimono czy fryzura nadal są ozdabiane i kunsztowne, ale nie są już tak bogate, bowiem gejsza jest już pełnoprawną artystką, a nie artystką na szkoleniu jak maiko i nie musi już ozdobami maskować braków w warsztacie. Również malują twarze na biało, a usta na czerwono. Ich kimono dobierane jest według zasad okitsuke, czyli wedle okazji i pory roku.


Sesja zdjęciowa

Na sesję najlepiej się umówić przez internet, bądź telefonicznie, bo w szczycie turystycznym możemy być zmuszeni czekać na swoją kolej. A tego nie chcemy, gdyż temperatury w Kioto latem sięgają ok. 32-38 stopni. W dodatku jest duszno, a w lipcu trwa pora deszczowa tsuyu, więc może jeszcze padać. Ja skorzystałam z zakładu "Maika" w Gion, gdyż mieli sezonową obniżkę cen ^^ Jako, że był to lipiec i ostatnie kilka dni padało, a i w dniu, w którym tam poszłam bywało dość pochmurnie to nie kłopotałam się rezerwacją. Nie spodziewałam się oblężenia tego miejsca. Okazało się, że się myliłam i niewiele brakowało. Oprócz mnie kręciło się sporo klientów. 
Pierwsze, co musiałam zrobić to wybrać plan. Który strój chciałam założyć, a także ile zdjęć/płyt potrzebowałam oraz czy chciałam wyjść poza studio, skorzystać z usług riksiarza? Z tego, co zauważyłam to tylko w "Maice" posiadają tak rozbudowany podział, gdzie najtańsza z metamorfoz w promocji wynosi ok. 250zł. Na polskie standardy to dużo, ale według mnie naprawdę warto. Samo doświadczenie jest bardzo ciekawe, a pamiątka na całe życie bezcenna. Ja wybrałam plan za 10 000 yen (ok. 380 zł), gdzie oprócz pełnej stylizacji dostawałam 4 wydrukowane zdjęcia oraz mogłam wyjść na spacer poza obszar studia. Żałuję teraz, że nie spytałam, czy mogłabym zrobić kilka zdjęć podczas metamorfozy, ale byłam zbyt przejęta. Wybaczcie :P

Jak już zdecydowałam, że chcę zostać maiko to zaprowadzono mnie na piętro, gdzie mogłam schować swój aparat fotograficzny, portfel, telefon itp cenne rzeczy do szafki na kod stojącej na korytarzu. Potem weszłam jeszcze wyżej do pokoju z kimonami, gdzie jedna z dziewczyn z obsługi pokazała mi, z których kimon mogę wybierać. To chyba było najtrudniejsze zadanie. Najładniejsze fioletowe kimono było już zajęte, ale kusiło mnie na równi jeszcze czerwone i złote. Kiedy przeszłam przez tą próbę - poszłam do przebieralni. Dostałam bieliznę pod kimono, ale niestety mój stanik nie nadawał się do noszenia, bo by wystawał. Odsłaniana jest część ramion i plecy, więc należy dobrać sobie taki, aby pozostał ukryty - najlepiej jakiś sportowy, który jeszcze dodatkowo spłaszczy :P W dodatku szafka w przebieralni nie była darmowa, więc należy sobie przygotować 100 yenówki (z tego, co pamiętam to potrzebne są dwie). W kimonowej bieliźnie i tabi na stopach szukamy kogoś z obsługi.

Kolejny etap to makijaż, a na który ja musiałam poczekać, bo obydwie makijażystki były zajęte. Na szczęście niedługo i już siedziałam na niskim stołeczku. Musiałam niestety zdjąć okulary, a nie przygotowałam szkieł kontaktowych, więc cała przygoda stała się dość zabawna. Pani makijażystka pędzlem jak do malowania ścian pomalowała moją twarz, szyję i plecy białą farbą, a potem wyregulowała kredką i pędzlem moje brwi, na czerwono pomalowała usta. W kąciku oczu też namalowała mi czerwone kropki. Efekt był niesamowity. Moja twarz straciła trochę na ostrości, nie wyróżniała się też tak swoją europejskością. Spodobało mi się bardzo :D

Potem fryzjerka założyła mi pół-perukę, gdzie aby nadać jej bardziej naturalny wygląd wczesała część moich włosów. Całość ozdobiła kanzashi.

Tak przygotowana mogłam iść na sesję fotograficzną. Pani fotograf działała mega sprawnie i szybko. Sesja w studiu nie trwała długo, a zdjęcia które potem dostałam mimo wszystko wyglądały genialnie. Kobieta zna się na tym, co robi. Upozowała mnie i wydawała proste instrukcje: patrz tu, odwróć głowę, pochyl ramię do przodu itp. Nie pamiętam, czy mówiła po angielsku, ale ja do wszystkich mówiłam po japońsku, więc możliwe, że mi też po japońsku odpowiadała. Dostałam 4 zdjęcia z sesji - jedno z parasolem, dwa z wachlarzami (wygląda jakbym tańczyła) i jedno jak klęczę prezentując rękawy. Są tak ładne, że do tej pory nie potrafię się na nie napatrzeć :P Mam wrażenie, że PhotoShop tam musiał pójść w ruch, bo wątpię, żebym aż tak ładnie mogła wyjść na zdjęciu xD Zrobiła mi też kilka zdjęć moim własnym aparatem i te już nie były, aż tak olśniewające stąd powyższy wniosek :P Ale może się mylę i miała lepsze warunki w środku studia? Bo te robione moim aparatem były już w holu i na zewnątrz. Obok jest jedno z nich.
Po zakończonej sesji z fotografem mogłam w obstawie wyjść na zewnątrz. I tu zaczęła się ta zabawna część. Po pierwsze brak okularów. Jestem ślepa jak kret bez nich, o czym uprzedziłam moją przewodniczkę. Musiała mnie ostrzegać przed nierównościami terenu, a także łapać, gdy jednak mimo wszystko, na czymś się potknęłam ^.^; Zadania wcale nie usprawniały mi te buty na wysokim koturnie. Są ścięte z przodu i bardzo łatwo, naciskając na palce, polecieć na twarz. Oczywiście moja towarzyszka miała za zadanie robić zdjęcia podczas tego spaceru, ale ona raczej nie była zawodową fotografką. To bardziej ja przejawiałam inicjatywę, co do pozowania. Ona bardziej pokazywała mi trasę do i z świątyni, która była w moim palnie. Ale mimo to kilka zdjęć jest naprawdę ładnych :)

Co mogę jeszcze powiedzieć? Jedna z najlepszych rozrywek w Japonii, a może nawet najlepsza. Pamiątka na całe życie, a może i jeszcze dłużej - moje wnuki będą miały się, czym chwalić xD Ja polecam gorąco każdemu, kto się do Japonii wybiera. A wy co o tym myślicie? Może ktoś już próbował, albo zna inne studio?


Ceny


Maika
Yumekoubou
Kireikan
Oiran
9,000 (8,000) - 36,000 (24,000) yen
10,800 yen
13,000 yen
Maiko
7,500 (6,500) - 42,000 (30,000) yen
10,260 yen

Gejsza
9,000 (8,000) - 36,000 (24,000) yen
13,500 yen


Więcej o oiran, maiko i gejszach:
Oiran 
Gejsza 
Maiko 

Biuro podróży HIS Poland, które również oferuje kontakt z studiami w Osace i Kioto:
studio w Kioto
studio w Osace 

Bezpośrednia strona studiów z Osaki i Kioto:
Kireikan w Osace (niestety tylko po japońsku =.=)
Yumekoubou w Kioto (strona po angielsku)
Maika w Kioto (ang.)